Chichot Historii – Bożena M. Dołęgowska-Wysocka


Koty nie chciały wrócić z wakacji!
Sierpień 23, 2010, 1:46 pm
Filed under: trochę życia | Tagi: ,

Dzisiaj nad ranem stoczyliśmy prawdziwą walkę z naszymi kotami, krwawą walkę, bo mąż został podrapany do krwi, że aż się przestraszyłam. Chodziło o włożenie ich w pojemniki i przewiezienie z Zalesia  do Warszawy. Mnie też nieraz nie chce się wracać z wakacji, ale żeby tak??? Dom po remoncie, powiesiłam nowe obrazy, posprzątałam stare papierzyska, co się nazywa tworzeniem domowego Archiwum. Jest pięknie i cieszę się, że mogę już pokazywać dom z wierzchu i od spodu. Jak prawdziwa dama…

Reklamy


Jarosław I Obrażony?
Sierpień 6, 2010, 9:13 am
Filed under: trochę polityki, trochę przyrody | Tagi: , ,

Dowiedziałam się właśnie z radia, że przegrany w wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński nie przyjdzie do Sejmu na zaprzysiężenie prezydenta Komorowskiego. Obraził się? Kontestuje wyniki wyborów? Logicznie rzecz biorąc, jeśli szef PIS nie przychodzi, to dlaczego przychodzą inni PISowcy? Takie nieprzyjście do zwykły gest, ale gest ważny i groźny. Dla demokracji.

PS Coś milszego. Mamy w domku w Zalesiu myszkę. Gdy jedliśmy z mężem śniadanie, zobaczyłam ją na progu łazieneczki. Wyglądało jakby się myła. Nasze koty były w tym czasie na werandzie. Mysz – kamikadze? Radio grało, my rozmawialiśmy, a mysz zaczęła chodzić po pokoju. Nie wiem, jak by ją uratować przed kotami. Pewnie nie będę umiała tego zrobić.



Zalesiańskie motyle
Lipiec 17, 2010, 6:54 pm
Filed under: trochę przyrody | Tagi: ,

Zalesiańskie motyle nic nie robią sobie z nowej odsłony wojny „polsko-polskiej”, tylko latają z kwiatka na kwiatek. To dobrze.



Na łonie natury
Lipiec 15, 2010, 6:27 am
Filed under: trochę przyrody | Tagi: ,

Na noc przy łóżku mam zawsze szklankę z jakimś piciem. W Zalesiu także. Wczoraj wypiłam resztkę jakiejś coli, oczywiście w nocy, i nagle półprzytomna widzę, że coś włochatego, czarnego i z nogami (licznymi, choć przykurczonymi) jest na dnie. To był utopiony, wielki pająk, który połakomił się na moją colę. Nie będę pić wiecej w nocy z zostawionej szklanki! Brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrry!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



Urodzinowe kwiatki cd
Lipiec 11, 2010, 10:29 am
Filed under: trochę życia | Tagi: , , , ,

Zapomniałam wczoraj opisać pierwszy bukiet, który dostałam o 5 rano od męża. Dzień urodzin rozpoczęłam od bitwy z Rysiem, naszym kotem, który skakał po nas na łóżku. Pieścił się, drapał łapkami i trwało to długo, aż mój nadzwyczaj spokojny mąż nie wytrzymał i wrzasnął na kota, by ten spieprzał. Rysiu się obraził i sobie poszedł Mężowi po 5 minutach złość (jak zwykle) przeszła, zaczął sobie robić wyrzuty sumienia, ale równocześnie widocznie przypomniał sobie o moich urodzinach. Poszedł na działkę i po chwili podetkał mi pod nos piękne, żółte, niepachnące kwiatki, które same u nas rosną w kępkach i kępach, a najwięcej przy płocie Oleńki. Podziękowałam rozespana, poprosiłam, by prowizorycznie włożył bukiet do jakiejś wody, ale już  w i e d z i a ł a m, że zerwał moje ulubione kwiatki, które w małej kępce rosną przy pergoli łączącej działki naszą i Oli. Zawsze, gdy coś robiłam w kuchence, spoglądałam przez szybę i uśmiechałam się do tych kwiatków, bo rozkwitały pierwsze. Z setek, które rosną, on wybrał właśnie te. Były najbliżej; RANO UŚMIECHNĘŁAM SIĘ, PODZIĘKOWAŁAM I WŁOŻYŁAM DO WAZONU (NA ZDJĘCIU OBOK ODWRÓCONEJ PATI, MAMY RYSIA). I tak patrzę przez okno, kwiatków nie ma, ale urosną później inne, jedne też żółte i jeszcze wyższe, a drugie fiołkowo-czerwone. A te „moje” wrócą do mnie za rok. Na razie stoją w bukiecie, ale już widzę, że upał robi swoje i zaczynają omdlewać.



55 lat minęło jak jeden dzień
Lipiec 10, 2010, 6:52 pm
Filed under: trochę przyrody, trochę sztuki | Tagi: ,

Wczoraj miałam urodziny – 55 lat. Urodziłam się w roku 1955, tak że mam teraz aż cztery piątki: 55, 55. Jesteśmy z mężem w Zalesiu. Siedzimy na werandzie, po której pnie się stara winorośl i bluszcz. Słońce na werandzie jest od rana do zmierzchu, upału nie czuć, tylko promienie słońca wędrują tak, że w każdej chwili weranda jest inna. Raj dla impresjonistów. Wczoraj namalowałam kolejny obraz. Jest taki dziecinny w wyrazie, że dzisiaj wnuczka sąsiadki Neli probówała zabrać z niego złotą rybkę. Na obrazie jest zaczarowany podmorski świat, królowa meduz w złotej koronie i jej panny – dwórki złote rybki, każda z trzema życzeniami. Meduzie chyba po raz pierwszy w życiu nie chce się bardzo pisać bloga, przecież nie ma rąk, zatapia się w naturę i wodę, jak ja cała się zatapiam w impresjonistyczną werandę. Już nie jestem bluszczem, który namalowałam rok temu, nie czepiam się kurczowo wszystkich i wszystkiego, mogę wreszcie wypuścić z rąk wiele spraw, zdarzeń, ludzi (od miesiąca mam zdrętwiałe palce, które rzeczywiście nie bardzo chcą trzymać). Na werandzie pachnie, bo są na niej i bukiety kwiatów. Jeden cudny koszyk dostałam od swojej załogi „Gazety Ubezpieczeniowej”, drugi bukiet z hortensji i pachnącego groszku przyniosła dzisiaj sąsiadka, a trzeci, pachnący mi nad głową, gdy czytam, pachnie liliami – to od prezesa HMI Petera Grudniaka, który poprzez kierowcę wyśledził mnie na daczy pod Warszawą, nie wiem jakim cudem. Czuję się jednym słowem jak w raju. Obok siedzi mąż i czyta, Pati, wielka kocica, rozkłada swoje obszerne ciało na stole, a Rysiu, jej nieśluba latorośl półrasowa, wpada do nas od czasu do czasu, by wymiauczeć opowieści zalesiańskie tak, że niekiedy musimy go wyrzucić z łóżka. Jest cudnie…

A to obrazy, które ostatnio namalowałam:

Obraz z lewej, to Meduza; z prawej – to Raj bez Ewy. Załatwiłam nim swoje porachunki z pewnym starym bogiem pustynnych Żydów. Czuję się wolna. Wreszcie.



Dmuchawiec jeszcze nie zdmuchnięty
Maj 30, 2010, 9:17 pm
Filed under: trochę przyrody | Tagi: ,

Dmuchawiec w trawach. Już go prawie nie ma, ale ja go wypatrzyłam. Pewnie po dzisiejszej burzy i ulewie już jest po dmuchawcu. Ale zdjęcie zostało.