Chichot Historii – Bożena M. Dołęgowska-Wysocka


Jarosław I Obrażony?
Sierpień 6, 2010, 9:13 am
Filed under: trochę polityki, trochę przyrody | Tagi: , ,

Dowiedziałam się właśnie z radia, że przegrany w wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński nie przyjdzie do Sejmu na zaprzysiężenie prezydenta Komorowskiego. Obraził się? Kontestuje wyniki wyborów? Logicznie rzecz biorąc, jeśli szef PIS nie przychodzi, to dlaczego przychodzą inni PISowcy? Takie nieprzyjście do zwykły gest, ale gest ważny i groźny. Dla demokracji.

PS Coś milszego. Mamy w domku w Zalesiu myszkę. Gdy jedliśmy z mężem śniadanie, zobaczyłam ją na progu łazieneczki. Wyglądało jakby się myła. Nasze koty były w tym czasie na werandzie. Mysz – kamikadze? Radio grało, my rozmawialiśmy, a mysz zaczęła chodzić po pokoju. Nie wiem, jak by ją uratować przed kotami. Pewnie nie będę umiała tego zrobić.

Reklamy


Słonecznik jak bóg RA
Sierpień 3, 2010, 6:53 pm
Filed under: trochę poezji, trochę przyrody | Tagi: , , ,
 
Słonecznik wyrósł wysoko,
to kurze kupki pomogły,
i  mruży do mnie oko,
do boga Ra podobny.
  
Skłonię się przed tym kwiatem,
co w pestki szybko się zmienia,
„Dzień dobry” – mówi rodzicom,
a nawet – do widzenia!
  
I wdzięczny jest im niezmiernie,
za byt swój taki podniosły,
bo wokół tyle innych,
lecz one nie wyrosły.
  

 Na fotografii moj tata Tadziu (z lewej) I mąż Adam



Zalesiańskie motyle
Lipiec 17, 2010, 6:54 pm
Filed under: trochę przyrody | Tagi: ,

Zalesiańskie motyle nic nie robią sobie z nowej odsłony wojny „polsko-polskiej”, tylko latają z kwiatka na kwiatek. To dobrze.



Na łonie natury
Lipiec 15, 2010, 6:27 am
Filed under: trochę przyrody | Tagi: ,

Na noc przy łóżku mam zawsze szklankę z jakimś piciem. W Zalesiu także. Wczoraj wypiłam resztkę jakiejś coli, oczywiście w nocy, i nagle półprzytomna widzę, że coś włochatego, czarnego i z nogami (licznymi, choć przykurczonymi) jest na dnie. To był utopiony, wielki pająk, który połakomił się na moją colę. Nie będę pić wiecej w nocy z zostawionej szklanki! Brrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrry!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



55 lat minęło jak jeden dzień
Lipiec 10, 2010, 6:52 pm
Filed under: trochę przyrody, trochę sztuki | Tagi: ,

Wczoraj miałam urodziny – 55 lat. Urodziłam się w roku 1955, tak że mam teraz aż cztery piątki: 55, 55. Jesteśmy z mężem w Zalesiu. Siedzimy na werandzie, po której pnie się stara winorośl i bluszcz. Słońce na werandzie jest od rana do zmierzchu, upału nie czuć, tylko promienie słońca wędrują tak, że w każdej chwili weranda jest inna. Raj dla impresjonistów. Wczoraj namalowałam kolejny obraz. Jest taki dziecinny w wyrazie, że dzisiaj wnuczka sąsiadki Neli probówała zabrać z niego złotą rybkę. Na obrazie jest zaczarowany podmorski świat, królowa meduz w złotej koronie i jej panny – dwórki złote rybki, każda z trzema życzeniami. Meduzie chyba po raz pierwszy w życiu nie chce się bardzo pisać bloga, przecież nie ma rąk, zatapia się w naturę i wodę, jak ja cała się zatapiam w impresjonistyczną werandę. Już nie jestem bluszczem, który namalowałam rok temu, nie czepiam się kurczowo wszystkich i wszystkiego, mogę wreszcie wypuścić z rąk wiele spraw, zdarzeń, ludzi (od miesiąca mam zdrętwiałe palce, które rzeczywiście nie bardzo chcą trzymać). Na werandzie pachnie, bo są na niej i bukiety kwiatów. Jeden cudny koszyk dostałam od swojej załogi „Gazety Ubezpieczeniowej”, drugi bukiet z hortensji i pachnącego groszku przyniosła dzisiaj sąsiadka, a trzeci, pachnący mi nad głową, gdy czytam, pachnie liliami – to od prezesa HMI Petera Grudniaka, który poprzez kierowcę wyśledził mnie na daczy pod Warszawą, nie wiem jakim cudem. Czuję się jednym słowem jak w raju. Obok siedzi mąż i czyta, Pati, wielka kocica, rozkłada swoje obszerne ciało na stole, a Rysiu, jej nieśluba latorośl półrasowa, wpada do nas od czasu do czasu, by wymiauczeć opowieści zalesiańskie tak, że niekiedy musimy go wyrzucić z łóżka. Jest cudnie…

A to obrazy, które ostatnio namalowałam:

Obraz z lewej, to Meduza; z prawej – to Raj bez Ewy. Załatwiłam nim swoje porachunki z pewnym starym bogiem pustynnych Żydów. Czuję się wolna. Wreszcie.



„Wakacje” z potworem

Rozpoczęłam tak zwane wakacje. Wlaśnie fachowcy wyrywają mi w domu okna, których nie wyrwali w roku ubiegłym. Potem przyjdą fachowcy od malowania, tapetowania i cyklinowania, potem będzie sprzątanie, codzienne dojazdy do pracy z podwarszawskiego Zalesia i to są moje wakacje. Za to chwyciła mnie wena twórcza, w ciągu miesiąca namalowałam trzy obrazy (w ciągu ostatnich dwóch lat cztery), zrobiłam też ciekawe zdjęcia. Jedno zaraz tu pokażę. Jest na nim omszały kamień zanurzony w wodzie, na którym zatrzymał się kwiatek macierzanki, ale moja córka Ola powiedziała, że to podwodny potwór uśmiechający się kwieciście. Rzeczywiście, jeśli dobrze się przyjrzeć, to „potwór” ma oczy, dwie łapki i radosny uśmiech. Potwór siedzi w sztucznym strumyczku niedaleko hotelu Ossa, który upodobali sobie oswtatnio nasi ubezpieczyciele. Sfotografowałam go w trakcie Kongresu Sprzedaży AXA. Oto on:

PS Zapomniałam napisać, że mamy już prezydenta Bronisława Komorowskiego.



Filozofia na codzień
Czerwiec 17, 2010, 7:52 pm
Filed under: trochę metafizyki, trochę przyrody | Tagi: