Chichot Historii – Bożena M. Dołęgowska-Wysocka


Niech się święci 1 Maja!

Wczoraj napisałam, że „koniec świętowania”, a dzisiaj trzeba odwołać: świętowanie dopiero się zacznie – od dziś po 1 maja, kiedy nasz papież Jan Paweł II zostanie świętym. Tyle razy w przeszłosci słyszałam z trybuny: „Niech się swięci 1 Maja”. No i się ten 1 maj uświęcił. Cieszę się z tego, bo to będzie radość dla Polski, może przełamie tę straszną martyrologię, to cierpietnictwo. Może głos podniesie Kościół budujący? Budujący sam siebie, swoich wiernych. No i radosny. Kardynał Nycz uważa, że „powinno to być radosne świętowanie z powodu tego, że Kościół ma nowego błogosławionego – takiego, którego wszyscy, kiedy żył na ziemi i był papieżem, starali się lepiej czy gorzej słuchać”.

1 maja każdyh będzie miał powód, by wyjść na ulicę. To taki papieski psikus z nieba, że Święto Miłosierdzia przypadło w tym roku właśnie 1 maja. Polska kocha symbole, więc je będzie miała – piętrowe!

Namalowałam papieżowi aureolę na tym zdjęciu 4 lata temu, w 2007 r. przed wyjazdem do Ziemi Świętej.

Reklamy


Sylwester: zimne ognie i zapałka
Grudzień 31, 2010, 11:09 pm
Filed under: trochę metafizyki | Tagi:

Ostatni dzień roku 2010. Kto w 2011 rozbłyśnie jak ten zimny ogień, a kto zgaśnie jak zapałka? Kto się będzie tlił, kto zgoreje? Gdzie będę ja? Gdzie moi bliscy?



Szczęście
Grudzień 22, 2010, 8:50 pm
Filed under: trochę metafizyki, trochę życia | Tagi:

Kończę ten rok szczęśliwa. Jadę z mężem do rodziców na Święta szczęśliwa. Myślę o swojej córce i jej rodzinie – szczęśliwa. Wspomnę o redakcji – jestem szczęśliwa. Myślę o Prometei – jestem szczęśliwa.



Pokochaj siebie
Grudzień 14, 2010, 11:24 pm
Filed under: trochę metafizyki, trochę zdrowia | Tagi: ,

Byłam na tych warsztatach o pokochaniu siebie. Terapeutka, Anna Dodziuk wspaniała! Mądra, doświadczona, spokojna, z poczuciem  humoru. Widziałam tam prawdziwe cuda, które działy się z ludźmi. A i ze mną coś dobrego chyba się zrobiło, coś przemieniło, coś otwarło, tak że czuję Ducha. Jadę znów do Prometei w marcu, aby sobie wzmocnić kobiece siły, trochę po szmańsku.



Święto polskich masonek
Listopad 18, 2010, 9:33 pm
Filed under: trochę metafizyki, trochę życia | Tagi: ,

Ale pracy, telefonów, maili, zamieszania, dyskusji, śmiechu, zmartwień i wszystkiego co można sobie wyobrazić. Jutro uroczyste posiedzenie Sz:.L:. PROMETEA na Wsch:. Warszawy.  4 listopada br. skończyła nasza loża 10 lat. Cieszę się, że nie tylko doczekałam tego dnia, nie  tylko, że  będę prowadzić to posiedzenie, ale czuję w sobie olbrzymią energię i chęć poprowadzenia naszej pracy dalej: do następnych lóż i do powstania polskiej żeńskiej obediencji. No i jeszcze mam archiwa, dziennik, obrazy, egzemplarze „Wolnomularza Polskiego” i książeczki z serii Biblioteczki WP. Mam co robić, do samej śmierci, zanim udam się na Wieczny Wschód, do Wielkiego Architekta, zwanego u nas, wolnomularzy, niekiedy Wielkim Budownikiem Wszechświata..



Wazon płomienisty
Listopad 11, 2010, 12:15 pm
Filed under: trochę metafizyki, trochę życia | Tagi: , ,

Zaraz po przyjściu z pogrzebu Inki zaczęłam robić wazon. „Pozostaniemy w swoich dziełach” – to było też i motto Inki. A więc wazon jest ognisty, będzie darem od nas, masonek z Loży Prometea na nasze 10-lecie, dla Wielkiej Żeńskiej Loży Francji. Uroczystości jubileuszowe tuż, tuż. Wazon nawiązuje do kolorów naszej nazwy, jest płomienisty, to odblask tego płomienia, które Prometeusz ukradł bogom, aby zanieść go ludziom. Płomienie jednak nie kontrolowane zamiast przynieść dobro, mogą wszystko spopielić, ogień musi być ograniczony przez wiedzę i mądrość ludzką. To te wszystkie poplątane”druciki” na szkle. A zaraz jadę do Czerwonej Góry – mama po raz kolejny w swoim życiu wyszła szczęśliwie ze szpitala.



Po pogrzebie Inki
Listopad 10, 2010, 4:19 pm
Filed under: trochę metafizyki, trochę życia | Tagi: , ,

Wróciłam z pogrzebu Inki. Stare Powązki w lekkiej mgiełce, mżawce, nagie gałęzie drzew na cmentarzu. Była oczywiście msza. Ksiądz nie powiedział jednego zdania „od siebie” o Ince. Albo mu nikt nic o niej nie powiedział, albo już taki ma styl. Za to pięknie wystąpiła nad grobem pani z Instytutu Badań Literackich PAN – doc. dr hab. Ewa Głębicka. Jakie to było dziwne, bo jechałam wcześniej autobusem. Obok mnie, a właściwie naprzeciwko siedziała kobieta, i  ja  w i e d z i a ł a m , że ona też jedzie na pogrzeb Inki! I właśnie nad jej grobem okazało się, to co się okazało. Mówiła o tym, że po śmierci zostajemy w swoich dziełach, tak jak budowniczowie katedr gotyckich pozostali w swoich. Inka zostanie w książkach z listami Henryka Sienkiewicza. Ten moment nad grobem (obok był monument z aniołem z roku 1803!) pozostanie już na zawsze w mojej pamięci. Podeszłam potem do pani docent i podziękowałam jej za to wzruszające wystąpienie. I mnie bardzo interesują listy Marii Dąbrowskiej do Stanisława Stempowskiego (wybitnego plskiego masona), nad którymi pracuje teraz, a Inka pracowała do samej śmierci. Kto wie, co się może zdarzyć. Kto wie…