Chichot Historii – Bożena M. Dołęgowska-Wysocka


Nie taki diabeł straszny
Luty 6, 2011, 9:01 pm
Filed under: trochę zdrowia | Tagi:

Dziękuję za podtrzymywanie na duchu. Wszystkim znanym i nieznanym. Zawiadamiam że jeśli ktoś ma mieć biopsję wątroby, to niech się nie boi. Bardziej boli znieczulenie miejscowe niż sama biopsja, i mniej boli to znieczulenie niż zęba. Aura wokół tego badania jest znacznie gorsza, niż ono samo. Inna sprawa, co wykazuje wynik, który jest po mniej więcej 2 tygodniach. Ja czekam, pełna nadziei.

Reklamy


Małe i duże wypadki
Luty 3, 2011, 9:59 am
Filed under: trochę czegoś innego, trochę zdrowia

Nad Nilem rewolucja, która rozpełza się po Bliskim Wschodzie, u nas chcą odwołać ministra Obrony Narodowej, waży się reforma reformy emerytalnej, a ja idę dziś do szpitala na badania. Będę mi kłuć wątrobę, bo wskaźnik jakiś ma niedobry. Do tego wpadła mi komórka do wanny i zrobiła się czarna, śnił mi sięobleziony z lakieru i  zdezelowany samochód, którym jechałam i uderzyłamw  inny. A do tego (w tym śnie), wypadły mi zęby. Ale nie wszystykie 🙂



Pokochaj siebie
Grudzień 14, 2010, 11:24 pm
Filed under: trochę metafizyki, trochę zdrowia | Tagi: ,

Byłam na tych warsztatach o pokochaniu siebie. Terapeutka, Anna Dodziuk wspaniała! Mądra, doświadczona, spokojna, z poczuciem  humoru. Widziałam tam prawdziwe cuda, które działy się z ludźmi. A i ze mną coś dobrego chyba się zrobiło, coś przemieniło, coś otwarło, tak że czuję Ducha. Jadę znów do Prometei w marcu, aby sobie wzmocnić kobiece siły, trochę po szmańsku.



Indyk, ale nie Mrożka
Październik 8, 2010, 8:08 am
Filed under: trochę zdrowia, trochę życia | Tagi: , ,

Pomyślałam sobie, że nie będę miała lepszej okazji do chudnięcia niż wycięcie woreczka z kamieniem (2,5 cm plus jakieś farfocle). Zakomunikowałam to z powagą mężowi, a wczoraj i pani Lucynce, która od z górą 10 lat raczy nas obiadami tradycyjnej kuchni polskiej. I lubi, i umie to robić. Wczoraj ja na obiad zjadłam biało-zieloną (od listków) papkę, i aby nie patrzeć na drugie danie męża i pani Lucynki, jak jedzą ze smakiem, poszłam do pokoju. A oni zrozumieli, że też im każę pościć, i że upieczony smakowicie pachnący indyk będzie dla mnie, na potem, a oni mają zjeść chudą jarzynową zupkę, a na drugie kupne kopytka z surówką z marchwi. Jaka u nas w domu panuje kultura (:_). Mąż ani mrugnął wcinając suche kluski, pani Lucynka takoż, a ja niczego nieświadoma liczyłam w salonie kalorie w chudym kisielku żurawinowym, który zamierzałam zjeść na podwieczorek. „Ostatni taki obiad jadłem w więzieniu” – mruknął po jakimś czasie mąż (Montelujpich, Kraków, lata 40)  i ja dopiero wtedy zorientowałam się, co się stało. I pomyślałam, ot dzień – nie dość, ze brudas (scenka ze zdejmowania szwów, patrz wpis poniżej), to skąpy i wredny brudas. Nie wiedziałam czy najpierw się oburzyć, czy roześmiać. Zrobiłam z wdziękiem i to, i to. Muszę dziś zadzwonić do pani Lucynki i wyjaśnić, że tego indyka mieliśmy jeść pospołu. A propos Indyka, to przeczytałam w niedzielnej Wyborczej, że Mrożek był bardzo i autentycznie zawistny o sukcesy innych pisarzy i dramaturgów. No cóż, Marks też nie był marksistą, a Chrystus chrześcijaninem.



I po kamieniu żółciowym
Październik 7, 2010, 2:12 pm
Filed under: trochę zdrowia | Tagi: , ,

Pani się nie myje! Panie się nie kąpie! – powiedziała surowo dzisiaj do mnie Pani Pielęgniarka spoglądając na mój pooperacyjny brzuch. – O! – dodała. – Pani w ogóle nie zmieniała opatrunków! Leżałam w gabinecie zabiegowym przychodni chirurgicznej Kliniki Orłowsksiego z wypiekami na twarzy, zażenowana strasznie i coraz bardziej wściekła. – A kto, wypsując mnie do domu  w dwa dni po operacji powiedział mi cokolwiek o moim brzuchu??? – odpowiedziałam z błyskiem w oku (a oko potrafi mi zabłysnąć, oj potrafi…) – Kto mi powiedział, że plastry trzeba zmieniać, dziury zaszyte po operacji myć (są 4 dziury, w tym trzy to raczej dziurki)? Na to pytanie pani pielęgniarka nie rzekła nic (gdy innej pytałam się przy wyjściu ze szpitala po zabiegu, co mogę jeść odparła, że to nie jest rola pielęganiarek). Zostały mi jeszcze dwa szwy i już wiem wszystko, co mam robić. I gdyby nie moja przyjaciółka Nela, stara doktorka anestezjolog, te pooperacyjne dni byłyby o wiele gorsze, bo czułam się jak zoperowany karp, wyrzucony na brzeg jeziora, by „dochodził do siebie”. Dla sprawiedliwości dodam, że przed samą operacją wszystko grało jak w zegarku, i sama operacja przebiegła bez zakłóceń. To tak jak z miłością, gdy jest już po, fajnie jest jeszcze trochę porozmawiać…



Ślimak, ślimak, wystaw rogi…
Maj 20, 2010, 9:02 pm
Filed under: trochę zdrowia, trochę życia | Tagi: ,

O uratowanym z powodzi ślimaku wszyscy chcą czytać, także w internecie. Mój wierszyk, a raczej dwa o ślimaczkach, cieszą się masowym powodzeniem w związku z tym – na moim drugim blogu Aszera, żona Pana Boga. Nigdy bym nie przypuszczała, że dzięki powodzi zwiększy się siła oddziaływania moich rymowanek. Świat jest zadziwiający i nieprzewidywalny.



Szęśliwe czasu nie liczą

Dzisiaj po raz pierwszy w życiu zapomniałam o zmianie czasu, poszłam n a nasze niedzielne spotkanie grupy dziewczyn i przyszłam… w połowie. Opowiedziałam im, że przebywam ostatnio w zupełnie innych krainach, gdzie żyły boginie, wielkie, piękne, straszne, wspaniałe, kochliwe, kłótliwe i w ogóle – cudowne, cudownością kobiecą (PATRZ mój BLOG Aszera, żona Pana Boga: Kobieta upadła, przebrzydła gadzina, wstrętnego węża raczej przypomina). Trochę zdziwiły się moje koleżanki, bowiem feminizmu we mnie w ostatnich latach było jak na lekarstwo. Raczej posypywanie głowy popiołem. Ale to już mam za sobą! Jutro biorę do redakcji złote konturówki i obrazowi na desce, który namalowałam dwa lata temu, w aureolę wplotę złote kłosy. Z Marii Magdaleny uczynię Demeter. A poza wszystkim moja mama po operacji wraca do zdrowia w tempie iście stachanowskim (ona wie co to znaczy, chi, chi), więc straszliwy ciężar zszedł mi z serca. CUDNIE JEST! A ten wierszyk poniżej jest dla mojej mamy, która codziennie po przebudzeniu się widzi w oknach szumiące sosny (na fotce moi rodzice w ogródku):

Znowu słońce świeci,
znowu wrzeszczą dzieci,
znowu sobie szyję,
i czuję, że żyję.
Znowu sosny szumią,
i dobrze rozumią,
że gdy będzie trzeba
wskrobię się do nieba
po zielonej sośnie,
co przy domu rośnie.