Chichot Historii – Bożena M. Dołęgowska-Wysocka


Egipskie miliardy
14 lutego, 2011, 6:04 pm
Filed under: trochę polityki, trochę wspomnień | Tagi: , ,

W języku codziennym mówi się o „egipskich ciemnościach”, teraz może wejść do obiegu nowy zwrot: „egipskie miliardy”. Prasa podaje, że według światowej organizacji Global Financial Integrity, zajmującej się tropieniem korupcji w trzecim świecie, w ciągu ostatnich lat, tj. od 2000 r., z Egiptu wytransferowano za granicę 57 mld dolarów (cyt. za dzisiejszą Gazetą Wyborczą). Już zaczyna się poszukiwanie tych pieniędzy, m.in. w Szwajcarii, ale nie tylko. Pieniążki mogły rozlecieć się po wszystkich możliwych i niemożliwych rajach podatkowych. Poszukiwania pewnie potrwają… Tak mi się przy okazji pomyślało, że naszego Gierka oskarża się do tej pory o pożyczki zagraniczne i nietrafione czy też nie dość efektywne inwestycjne. Czytaj dalej



Pamięci Inki
5 listopada, 2010, 3:11 pm
Filed under: trochę wspomnień | Tagi:

Dzisiaj przyszedł do mnie sms z zawiadomieniem o śmierci mojej dawnej koleżanki Inki. Umarła na raka. Żyła o wiele dłużej, niż dawali jej lekarze. Rok temu, w listopadzie, zrobiłam jej piękne zdjęcie wraz z ukochanym kotem. Jakoś nie mogłyśmy uzgodnić terminów spotkania, ona mieszkała nie w Warszawie gdzie ja, ale w Milanówku, tak że w końcu zdecydowałam się przesłać jej zdjęcie pocztą. Zrobiłam głupio, bo zdjęcie wsadziłam w oszkloną ramkę i choć było w grubej, puchatej kopercie, Poczta Polska rozbila ją w drobny mak, o czym Inka przekonała się po jej otwarciu. Mówiła mi przez telefon, że zbierała okruszki szkła z całej pościeli i pomagał jej mąż. Lecz – jak to ona – zaśmiała się cicho i powiedziała, że to dobra wróżba, bo zbicie szkła oznacza 7 lat nieszczęść, trzeba zatem  ż y ć , aby tych nieszczęść doświadczyć. Przeżyła rok. Zostanie mi po niej piękne wyobrażenie Raju, jako miejsca, gdzie po śmierci będzie się nadal tworzyć. Myślę, że Inka już jest po rozmowie z ukochanym  Sienkiewiczem, którego listy opracowwywała przez lata w ramach wielkiego projektu PAN. I te rozmowy z twórcą Trylogii są jeszcze ciekawsze niż jego listy. Żegnaj Inko. A właściwie – do zobaczenia  – na Wiecznym Mityngu…



Moralnie obojętne

Dawno nie przeczytałam nic o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim, bohaterze mojej starej książki pt. Poboyowisko (1993). No a dzisiaj tak! Czytam właśnie wywiad z Michałem Głowińskim w Gazecie na Święto i doszłam do fragmentu, w którym mówi on o swoim homoseksualiźmie i wspomina właśnie Boya i jego przedwojennego adwersaża ks.Pirożyńskiego. Cytuję: „… homoseksualizm nie jest cnotą (śmiech). Jest od człowieka niezależny i w tym sensie jest moralnie obojętny, żeby użyć słynnego sformułowania księdza Mariana Pirożyńskiego, którego Tadeusz Boy-Żeleński wyśmiewał. Bo on w okresie międzywojennym wydał poradnik katolicki dla czytelników [Co czytać], głównie dla  młodzieży, co powinni, a czego nie powinni czytać. Określał to zwłaszcza pod kątem erotyzmu. Jeśli książka pod tym względem niczymn się nie wyróżniała, ksiądz pisał: <Moralnie obojętna> (śmiech). Więc, używając tej genialnej formuły księdza Pirożyńskiego, homoseksualizm jest moralnie obojętny, bo go sobie nie wybieraliśmy”.

Z ks. Pirożyńskiem przez wiele lat po wojnie korespondował Szymon Kobyliński i opisał mi to w liście, który potem zamieściłam w Poboyowisku. I pan Szymon, i ja, nie mówiąc już o Boyu, nie przypuszczaliśmy, że wyrażenie ks. Pirożyńskiego „moralnie obojętne” tak wspaniale zastosuje i wykręci kota ogonem, Michał Głowiński. Lubię, jak mnie coś tak zaskoczy, trochę rozrusza to zastygłe i pokryte rzęsą jeziorko, jakim są wspomnienia.



GROBY, GROBY, GROBY
1 listopada, 2010, 7:24 pm
Filed under: trochę wspomnień, trochę życia | Tagi:

Od piątku do poniedziałku były groby i to na różnych cmentarzach. Był grób mamy męża i jej męża na Cmentarzu Północnym w Warszawie, potem groby rodziny mojej mamusi na terenie wielkiego Sosnowska, tu leży moja babcia i dziadziuś, praprababcia i prapradziadziuś dla mej wnuczki Emilki. Był grób mojej prababci, zmarła w 1961 r., kiedy moja mama kupowała nowy komplet czeskich mebli (jest ich jeszcze kilka w domu rodziców), żyła lat 82, czyli urodziła się w 1879 r. Gdy umierała miałam 6 lat. Bałam się tam chodzić, tyle pamiętam. Była też skąpa ciocia Walercia z mężem (dostała skąpe świeczki) i jej brat, wesoły wujek Leon. Dzisiaj były już Powązki Wojskowe, gdzie leży mój teść, którego nigdy nie poznałam, wraz z bratem męża. Tu będziemy leżeć kiedyś i my. To zdjęcie, to właśnie ja z mężem przy tym grobie. Jeszcze trochę, a na groby zacznie z nami chodzić Emilka, nasza wnuczka i trzeba jej będzie całą tą „grobową” wiedzę przekazać. Na razie karmi kota jabłkami, które kupiliśmy po drodze.



Na niejakiego K. Wróblewskiego
26 kwietnia, 2010, 1:05 pm
Filed under: trochę historii, trochę wspomnień, trochę życia | Tagi:
 
Kim był pan K. Wróblewski,
co skrobał znaki w świątyni?
Czy zwykłym wędrowcem – wandalem?,
turystą, coś na kształt świni?
 
A może był starym powstańcem,
w Egipcie kończył swe życie,
i wielkim był patriotą,
o Polskę dbał należycie.
 
Kim nie był, imię zostawił
wyryte w twardej kolumnie,
i po stu z hakiem latach
wytoczył łezkę u mnie.


Jednorożec z Pirenejów
11 kwietnia, 2010, 9:54 pm
Filed under: trochę wspomnień | Tagi: , ,

Ten bajkowy konik, o którym napisałam kiedyś wierszyk dla Emilki, też na ukojenie ducha. W wierszyku konik zmienił się w Jednorożca. To wyprawa w Piereneje, listopad 2008. I pierwszy śnieg. Konik skubie trawki wyrastające z tego śniegu. Biały konik, skubie białe trawki. Bajka. Ten świat był. Ten świat jest. I znowu powróci spokój.



Świt nad Jeziorem Galilejskim
11 kwietnia, 2010, 7:14 pm
Filed under: trochę wspomnień | Tagi:

Zapragnęłam ukojenia i spokoju.          I nagle odnalazłam  stare zdjęcia z pielgrzymki do Ziemi Świętej. I przeniosłam się nad Jezioro Galilejskie. Był wtedy świt. Promienie słońca biegły po fali. Przypominały ślady stóp. Jeśli jest Jezioro Galailejskie, i jeśli ono pamięta, to ciągle jest nadzieja…



Pani Janka i Pan Pikuś II
3 kwietnia, 2010, 10:33 am
Filed under: trochę wspomnień, trochę życia | Tagi: , ,

Wczoraj, w Wielki Piątek, poszłam z małymi prezencikami do pani Janki, mojej sąsiadki, która mieszka piętro niżej, pod redakcją „Gazety Ubezpieczeniowej”. Była już u niej pani Joanna, przyniosła hiacynty w koszyczku, takie, co będą dopiero kwitnąć. Pani Janka ma niebywałą rękę do kwiatów, same jej rosną. Przed wojną sprzedawała je na jednym z podwórek na Nowym Świecie w Warszawie, niedaleko mojego domu, i nawet po tej samej stronie ulicy. Napisałam kartkę z życzeniami świątecznymi, ale nie mogłam Pani Jance życzć „100 lat”, bo ona właśnie 20 marca skończyła 98. Więc napisałam, że życzę jej stu lat i więcej. Po setce podwaja się emerytura, dowiedziałam się tego ostatnio od pani Marty, która opiekowała się swoim ojcem. Żył 103 lata. Ale wracam do Janki. – Pani Janko – mówiłam wczoraj – czy Pani wie, jaka jest Pani popularna na moim blogu? Bez przerwy ktoś wystukuje w Googlach ten wpis, i bije on rekordy popularności. Pani Janka bardzo się ucieszyła. Sąsiadka dodała, że nigdy nie jest za późno, aby stać się gwiazdą. Było dużo radości i śmiechu. Pani Janka chwaliła się czystym, przedświątecznym  domem (mieszka sama), wysprzątanym balkonem, który już nie może doczekać się pierwszych kwiatów. Życzę na Święta wszystkim blogowiczkom i blogowiczom, aby mieli tyle werwy i radości życia co Pani Janka, moja prawie stuletnia sąsiadka z II piętra. A Panu Pikusiowi życzę (Emilka bawi się nim dalej), aby dalej był taki popularny jak jest.



Abp Wielgus o życiu prawdziwym
2 kwietnia, 2010, 12:46 pm
Filed under: trochę wspomnień | Tagi: ,

Dzisiaj otrzymałam w podarunku małą książeczkę pt. żyć prawdziwie. Jej autorem jest ks. arcybiskup Stanisław Wielgus. Czas biegnie szybko. To już trzy lata, jak doszło do rezygnacji księdza arcybiskupa z Metropolii Warszawskiej, po tym, gdy publicznie został oskarżony o współpracę z bezpieką. Kilka miesięcy temu w Polityce przeczytałam artykuł, jak to było „robione”, kto korzystał z IPN-owskich teczek arcybiskupa, jakie robiono przy tym  machlojki i kombinacje, jakie toczyły się narady w tej sprawie… Oczywiście, niczego to nie zmieniło. Wszyscy słyszeli o „sprawie arcybiskupa Wielgusa”, a tylko niektórzy przeczytali Politykę. I pewnie jeszcze nie ci, co naprawdę powinni. Żal mi było arcybiskupa, W przedziwny sposób jego losy związały się z moimi, bowiem poprzez ciąg przyczyn i skutków poznałam wtedy w Chozczówce ks. Feliksa, cudownego człowieka i kapłana, który znacząco wpłynął na moje dalsze losy. I to on właśnie podarował mi dzisiaj tę książeczkę, z której cytuję następujące słowa:

„Miłość bliźniego jest sprawą turdną, ale stanowi ona probierz naszego chrześcijaństwa. Nie można być prawdziwym chrześcijaninem, jeśli się nienawidzi swoich bliźnich, jeśli długie lata nie rozmawia się ze swoim sąsiadem czy krewnym z powodu jakichś drobiazgow, złego słowa czy wyrządzonej przykrości. Zdarza się, że chrześcijanie gniewają się całymil latami, nie odzywają się do siebie, traktują się jak wrogow i mszczą się przy każdej okazji. Bywa, że wrogość, nienawiść, a także złe, wulgarne i podłe slowa panują w niejednej rodzinie, bywa, że tak traktują się ci, którzy powinni być  swobie najbliźsi. Czy to jest chrześcijaństwo? Nie, to już nie jest chrześcijaństwo. Chociazby ktoś cały dzień siedzial w kościele i odmawial modlitwy, jeśli nienawidzi swoich bliźnich i krzywdzi ich, taki człowiek nie jest prawdziwym chrześcijaninem”.



Biedroneczko fruń do nieba…
29 marca, 2010, 12:11 pm
Filed under: trochę wspomnień | Tagi: , , ,

Znalazłam dzisiaj całkiem przypadkiem to stare zdjęcie. Tyle ostatnio piszę o kobietach, więc może to wcale nie przypadek? Fotka została zrobiona w Uzdrowisku Kudowa-Zdrój, gdzie urodziłm się. Jest na nim moja mama (od lewej), babcia (w  środku) i ja. Ja pewnie kończyłam wówczas szkołę podstawową, więc jest rok  1969 a może 1970? Mama ma lat 35, a babcia skończyła 62. No, a dzisiaj sama jestem babcią, choć o 7 lat młodszą. Moja wnuczka Emilka (3 latka skończy w kwietniu), położyła wczoraj przede mną dużą biedronkę i rzekła z poważną miną: „Babciu, biedronka wyłączyła ci komputer i wyjęła iPlusa. – To ona umie? – spytałam. – Umie – odrzekła Emilka. Uczyłam ją właśnie wierszyka o biedroneczce, która leci do nieba, aby przynieść nam kawałek chleba. Więc skoro potrafi lecieć w niebiosa, to co to dla niej wyjąć iPlusa z mojego laptopa???