Niestety, mój pomidor zasadzony w Zalesiu zmarł. Opisywałam tu jego historię, jak sam wyrósł w doniczce w naszym mieszkaniu na Nowym Świecie i jak postanowiłam wypuścić go na wolność, tj. zasadzić na grządce kwiatkowej w Zalesiu. Eksperyment nie udał się. Pomidor marniał, marniał aż zmarniał na amen. O jego historii ułożyłam bajeczkę dla Emilki, napisałam jej wierszyk O muszkach i pomidorze. A teraz? Teraz ułożę jej Pomidorową elegię, o krzaczku pomidora, który zmarł z tęsknoty za Nowym Światem i Pałacem Kultury.
Po godzinie na naszej działce w Zalesiu, het, het są już ode mnie problemy naszego ubezpieczeniowego światka, jego animozji i rozgrywek – widocznych i ukrytych. Cała przyroda w deszczu, ptaki śpiewają jak oszalałe, do posadzenia mam nowe sadzonki, do wyrwania mnóstwo chwastów. Azalie już przekwitły, konwalie są w trakcie, biały bez w pełnej krasie, rododendrony zaczynają pokazywać co potrafią.
I to jest życie…
No i jest jeszcze pomidor w doniczce, który sam się zasiał, stojąc w oknie na parapecie i patrząc na Pałac Kultury. Jutro go posadzę wśrod kwiatow. Ciekawe, czy będzie miał owoce? Pani Obamowa w ogrodzie przy Białym Domu sieje i sadzi. Jakiś profesor w radiu France Internationale skomentował, że tak jak ona czeka na plony w swoim ogrodzie, tak Ameryka czeka na plon z ziaren posianych w kraju i na świecie przez jej małżonka prezydenta. Bliskie mi to porównanie.



