Zaszufladkowany do: trochę przyrody, trochę życia | Tagi: kwiaty, wiosna, Zalesie
Zapomniałam wczoraj donieść z frontu wiosny, że z ziemi wychodzą listki łubinów. Pomyślalam, korektując literkę “L”, że łubiny mogłyby się nazywać “lubiny”. Ja lubię je. U mnie są bladoniebieskie, bladoliliowe i bladoróżowe. Jest chyba jeden krzaczek ciemnoniebieski, ale ten co wychodzi właśnie na świat nie wiem jakiego jest koloru. Napiszę w czerwcu.
Zaszufladkowany do: trochę życia | Tagi: dusza, kwiaty, miłość, Natura, Zalesie, zwierzęta

Te zdjęcia zrobiłam rok temu bez jednego miesiąca. Był 3 kwietnia 2008 roku. W kwietniu rozpoczynam zawsze nowy sezon i sadzę pierwse bratki, przeważnie żółte z czarnymi środkami. W roku ubiegłym wsadziłam też małe żonkile. Zalesie zobaczyłam w listopadzie 1980 roku, przywiózł mnie tam mój przyszły mąż Adam. Zerwałam trochę suchych badyli na suchy bukiet i nie wiedziałam, że poznaję moją życiową miłość – kilkaset metrów kwadratowych, które dla mnie zmieniły się w podwarszawski Raj.
Tutaj chowała się nasza córka Ola, tutaj biegały dwa psy, oba umarłe – Miki leży pod leszczyną. Tutaj znaleźliśmy małego czarnego kotka, którego ktoś wyrzucił do lasu, tutaj wozimy co roku na wakacje dwa nasze obecne koty. Jeden – Patison – jest rasowy, drugi półrasowy (mama- kot, jak tłumaczę mojej wnuczce Emilce, właśnie tutaj zapoznała białoczarnego dachowca dozorców i popełniła mezalians, w wyniku czego narodził się Rysiu, czyli kotek-syn). W Zalesieu zmieniałam swoją duszę, zaczęłam robić zdjęcia i malować na deskach. W Zalesiu sadzę kwiaty, piszę na laptopie i marzę. Tutaj upadałam i tutaj się podniosłam. To tutaj na werandzie usiadł mi na ustach motyl. I było to przypieczętowanie miłości: mojej do Zalesia i Zalesia do mnie.
