Lepiej…,
Wolę dać się pożreć pumie
niż spożywać wiśnie w rumie
Wolę umrzeć na rzeżączkę
niźli ślubną zdjąć obrączkę
Wolę stracić reputację
Niż zjeść śledzia na kolację
To Woleje mojej corki Oli. Od wczoraj posyłamy sobie je w sms-ach i mailach. posłalam i swojej mamie, śmiali się z tatą. I fajnie. Ja tworzę też Lepieje.
Lepiej pisać rymy fajnie,
niźli taplać w krowim łajnie.
Lepiej wcinać rybie ości,
niż żyć w świecie bez miłości.
Lepiej gołym być pod krzakiem,
niźli w życiu swym prosiakiem.
Wierszyk dla Emilki
Lecą dwie gąski po niebie, ja chcę lecieć dziś do ciebie.
Gę, gę, gę, gę, gę, ja do ciebie lecieć chcę.
Płyną wodą dwie kaczuszki i ślimak wystawia różki,
kwa kwa kwa, kwa kwa kwa, co też ślimak dziś nam da?
Dam wam sera na pierogi, gdy umyję sobie rogi,
chi chi chi, chi chi chi, serek nocą mi się śni. (więcej…)
Wybuch
Wybuchłam jak wulkan,
straciłam nadzieję,
myślałam że zmierzcha,
a tymczasem dnieje.
O Burku, Krasuli, baloniku i zakutym rycerzu
Burek, Krasula i balonik
Ja jestem Burkiem - zerwał się z łańcucha.
Jestem Krasulą, która hyc z postronka.
Jam balonikiem, zerwał się ze sznurka
i leci do nieba, i macha do Burka,
oraz do Krasuli do ciebie wołając:
“Niech cię ktoś przytuli,
Na biurku i na ścianie
Na biurku i na ścianie
Przede mną proszę pana płynie karawana
wielbłądów z osiołkiem
i siedzącym na ośle matołkiem.
Biały krokodyl pożegnał czarnego,
dzień dobry mówi więc diabłu:
“Jak się masz kolego”?
Na ścianie Miłosierny Jezus
promieniami ten świat ozłaca
i nie wiadomo: dla Niego
przyjemność to czy praca?
Wiersz listopadowy z akcentami egipskimi (wielbłąd, krokodyl)
Spadłam z wielbłąda w dzień listopadowy,
patrzę w kałużę, a ja nie mam głowy!
Serce mi pogryzł krokodyl zębami,
jak tu żyć w takim świecie? No, powiedzcie sami.
I nagle słońce rozbłysło, nad palmą i nad Wisłą,
zebrałam członki do kupy
i znowu mogę wszystko!
Zupa z szyszki i zaczarowany dywan
I stara puszka po czarnej kawie, posłuży świetnie naszej zabawie,
będzie w niej zupa z sosnowej szyszki, zjedzą ją kotki oraz dwie myszki.
Potem tu tukan w gnieździe wysiedzi, czerwoną piłkę i kilka śledzi.
Zielony ręcznik będzie dywanem, lotnym i szybkim – zaczarowanym,
na nim Emilka – księżniczka z bajki, poleci szukać dziadziusia fajki,
a jest to przecież pokoju fajka. Stop, bo już późno. Skończona bajka.
Emilka, bańki mydlane i Nil
Puszczamy z wnuczką bańki mydlane, lecą na dywan, lecą na ścianę,
lecą na krzesło i do walizki, która jest statkiem, statkiem dla wszystkich
zwierząt Emilki.
Jest tu baranek oraz dwa wilki, miś i prosiaczek, kilku Chińczyków,
(zaraz zobaczę, czy jest ich tylu) - wszyscy płyniemy razem po Nilu.
Z boku wąż morski zamiast szalika przed naszym statkiem szybciutko zmyka.
Emilka chrupie płetwy rekina i gąsienice zjadać zaczyna,
to nie są żelki, to nie są chipsy, tylko wieloryb oraz aż trzy psy.
Dziadziuś chce płynąć po Nilu z nami, precz krokodyle! - płyniemy sami.
Zadnych zludzen panowie i panie
Żadnych złudzeń panowie i panie,
nic wielkiego już się nie stanie.
Ktoś umrze, ktoś się narodzi,
wszak o to w życiu chodzi,
o krótką chwilkę każdą,
tę ważną i tę nieważną,
gdy słyszysz zegara bicie:
na sianku, w kaczeńcach i w życie.