Zaszufladkowany do: trochę wspomnień, trochę życia | Tagi: Abu Simbel, Kom Ombo, Taniec
22 października 2009 r. w Abu Simbel był dniem niezwykłym. To właśnie wtedy, drugi raz w roku, ma miejsce tzw. cud solarny, kiedy promienie wstającego słońca oświetlają trzy z czterech posągów bogów stojących w najświętszym miejscu Świątyni. Byłam wtedy przed Abu Simbel. I tańczyłam. Ten właśnie moment znajomy z wycieczki utrwalił na zdjęciu, i wdzięczna jestem mu za to. Nagle poczułam ogromną chęć zatańczyć wraz z innymi ludźmi z jakiegoś miejscowego zespołu folklorystycznewgo. Wokół był tłum ludzi, słońce wschodziło nad Morzem Nassera, słychać było łoskot bębnów. I mnie poniosło. (więcej…)
Zaszufladkowany do: trochę przyrody, trochę wspomnień | Tagi: Morze Czerwone, rafa koralowa
Mało co na tym zdjęciu widać, ale proszę wysilić wyobraźnię i przenieść się duchem nad Morze Czerwone, założyć maskę na nos i oczy, do ust włożyć rurkę do oddychania i zacząć pływać nad rafą koralową. Ja pływałam, ale tak romantycznie jak tu opisuję nie było. Przy okazji wypiłam może pół Morza Czerwonego. (więcej…)
Zaszufladkowany do: trochę historii, trochę wspomnień | Tagi: Egipt, Izyda, Koptowie
Zrobiłam fotki w Świątyni Izydy, w Assuanie, która teraz znajduje się na wyspie. Pierwsi chrześcijanie w Egipcie, czyli starożytni koptowie, próbowali przystosować tę świątynię do swoich celów religijnych – krzyż koptyjski widoczny jest tuż przy wejściu. Jednym z tych przystosowań było niszczenie śladów, a zwłaszcza wizerunków bóstw obcych ideowo, czyli starych i z gruntu “niesłusznych”. Koptowie wydziobywali więc tym wizerunkom oczy, usta, twarze, a jak się dało, to całą sylwetkę, jak na zdjęciu widać. Ciekawe, czy Bóg wynagrodził za to swoich wyznawców w chrześcijańskim niebie? czy uznał to za nadgorliwość wyznaniową i wandalizm kulturalny?
To ja na wielbłądzie, pod piramidą Cheopsa. Wcale nie byłam taka odważna, jak na zdjęciu. Gdy wielbłąd szedł, trzymałam się kurczowo łęku. Dopiero gdy stanął, odważyłam się podnieść ręce do góry. Jak beduini przemierzają pustynie? Jak ludzie szli w karawanach Jedwabnem Szlakiem? Jak walczyli na wielbłądach? Tylko podziwiać. A mnie było niewygodnie w klimatyzowanym autobusie. Ech, cywilizacja, co z nami zrobiła!
Zaszufladkowany do: trochę historii, trochę wspomnień | Tagi: Adam, Życie Warszawy
W Zaduszki byliśmy jak zwykle na naszych grobach na Powązkach Wojskowych: Adam, Oleńka i ja. Pięknie tam koło naszego grobu – brzozy i brzozy, i kwatery powstańców warszawskich. A wczoraj Adam był na spotkaniu dziennikarzy “Życia Warszawy”. Po raz pierwszy od 29 lat. (więcej…)

Byłam uczennicą w nubijskiej szkole. Wprawdzie krociutko, ale swoje imię napisałam po nubijsku na szkolnej tablicy. Jak najprawdziwszej. I nauczyciel był prawdziwy., Naszą “lekcję” prowadził sam dyrektor szkoły.
Ta wioska nubijska została przesiedlona podczas zalewania terenu przez wody nilowe, ktore w latach 60-tych utworzyły Morze Nassera. Nubijczycy żyją po swojemu, nie są w Egipcie obywatelami pierwszej kategorii. To w ich wiosce trzymałam krokodyla, zrobiłam sobie na doni tatuaż henną (dotrzymał do powrotu do Polski) i zrobiłam zdjęcie ślicznej dziewczynce, uczennicy w tej samej szkole.
Zaszufladkowany do: trochę przyrody, trochę wspomnień | Tagi: Krokodyl, Nil
Gdy usłyszałam od przewodnika, że podczas wycieczki do wioski nubijskiej będzie można sfotografować się z żywym krokodylem, nie wahałam się. C h c i a ł a m potrzymać sobie krokodyla. Gadzin w Nilu już nie ma, przynajmniej na tym odcinku, na którym płynęliśmy, to znaczy od Luksoru do Assuanu (i z powrotem). Czy wybito je, czy wypłoszono – nie wiem, ale jedno jest pewne – w Nilu można się kąpać bezpiecznie. I kąpałam się. (więcej…)
Zaszufladkowany do: trochę historii, trochę wspomnień | Tagi: Choszczowka, ks. Feliks Folejewski, ks. Prymas Wyszyński
Wczoraj gosciliśmy w domu cudownego księdza i cudownego człowieka, ks. Feliksa Folejewskiego, pallotyna. W czerwcu miał 50-lecie kapłaństwa. Z prezentem trochę poczekaliśmy. Nasz domowy artysta Fredek Wysocki namalował ks. Feliksa jak żywego, w tle domalował Częstochowę. Wzruszeń było co niemiara. (więcej…)
To już ostatnie dni naszego grobu na Wojskowych Powązkach w Warszawie. Dzisiaj z mężem wybieraliśmy nowy pomnik, ze strzegomskiego granitu. Teraz w grobie leży ojciec mego męża Klemens Odrowąż, zmarły w 1952 r., Legionista II Brygady, potem oficer Wojska Polskiego, był w wywiadzie wojskowym, tzw. Dwójce, rozpracowywał niemieckich szpiegów w COP-ie. Razem z nim leży symbolicznie brat mego męża Jurek, który zginął w Wiedniu na wiosnę 1945 roku od amerykańskich bomb. Miał 18 lat. Wokół naszego grobu są kwatery powstańców warszawskich, nad nimi szumią brzozy, rośnie dzikie wino, pięknie. Pięknie będzie tu leżeć, albo raczej stać, bo oboje z mężem chcemy być spaleni i w grobie, w krypcie staną nasze urny. Kiedyś.





